Numer. 156 (5) 17 stycznia 2016

GŁOS MŁODZIEŻY

Wielcy ludzie o Bogu

W swym słynnym „Traktacie o chemii” powiedział: Nieraz filozofia płytka pragnęła uchodzić za głęboką przez twierdzenie, że wszystko co istnieje jest dziełem przypadku. A jednak zawsze będziemy musieli podziwiać najwyższą mądrość Stwórcy świata w Jego celowym działaniu, mądrość i celowość leżącą nieraz poza obrębem naszego pojęcia.

Jons J. Berzelius

Duszo Chrystusowa     modlitwa św. Ignacego z Loyoli  

Duszo Chrystusowa, uświęć mnie.

Ciało Chrystusowe, zbaw mnie,

Krwi Chrystusowa, napój mnie.

Wodo z boku Chrystusowego, obmyj mnie.

Męko Chrystusowa, pokrzep mnie.

O dobry Jezu, wysłuchaj mnie.

W ranach swoich ukryj mnie.

Nie dopuść mi oddalić się od Ciebie.

Od złego ducha broń mnie.

W godzinę śmierci wezwij mnie.

I każ mi przyjść do siebie,

Abym z świętymi Twymi chwalił Cię,

Na wieki wieków. Amen.

Odpowiedź na ukryte pragnienia

Justyna Nowicka

Świat zwariował. Często można słyszeć takie sformułowanie. Pęd za posiadaniem, za konsumowaniem, za używaniem, za czerpaniem z życia. Ale właściwie to… czerpaniem czego?

Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha – do tego, czego chce Duch. Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność – do życia i pokoju (Rz 8, 5-6).

Większe mieszkanie, wyższe stanowisko, lepszy samochód, poprawiona uroda i luksusowe wakacje, wydaje się, że tego potrzeba do szczęścia. Albo inaczej; alkohol, może narkotyki, używanie ludzi do zaspokajania swoich potrzeb, życie z dnia na dzień, wydaje się, że tego potrzeba do nieszczęścia.

To być może są skrajności. Ale za tymi odległymi zewnętrznie sposobami życia stoi wielkie pragnienie. Człowiek chciałby od życia „czegoś więcej”. Czasami nawet nie uświadamiamy sobie, że ten pęd, żeby w życiu coś zdobywać, coś ulepszać, to tęsknota za pełnią, za nieskończonością. I chociaż często nie potrafi nazwać tego, czym jest to „coś więcej”, to jednak, jest gdzieś na dnie, w sercu.

Często wydaje się, że człowiek sam może zaspokoić wszystkie swoje pragnienia. Ale nie widzi jak to jest nieporadne, jak to niszczy to, co duchowe. Co więcej im bardziej człowiek chce nakarmić się tym, co daje świat, tym większy głód odczuwa, tym głębszą pustkę.

Ja jestem Chlebem Żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli ktoś spożywa ten Chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata (J 6,51).

Trzeba odkryć u źródła wszystkim pragnień człowieka, być może nieuświadomioną, tęsknotę za Bogiem. Człowiek tęskni za czymś wiecznym (wieczną młodością?), za czymś nieprzemijającym (nieprzemijającą urodą, zdrowiem?), za spełnieniem (w pracy? w doznaniach seksualnych? w używkach?), ale często nie widzimy, że źle szukamy. Bo tego, co wieczne, nieprzemijające, czy pełne nie może pochodzić od rzeczy, czy od ludzi, którzy ani wieczni, ani nieprzemijający, ani doskonali nie są. Jakość próbuje się zagłuszyć ilością.

Widzimy, że jeśli podążymy za ciałem, czyli za tym, co ziemskie i przemijające to nie osiągniemy pełni, ani szczęścia. Ale jeśli nasze pragnienia odczytamy, jako miejsce, w którym ukrywa się Bóg i będziemy chcieli odszukać Go tam, wtedy jest szansa, że odnajdziemy sens życia i pokój serca.

Jest tutaj taki swoisty paradoks; odpowiedzią na nasze ukryte pragnienia staje się ukryty Bóg. I właśnie w uroczystość Bożego Ciała Chrystus, obecny w białej Hostii wychodzi na ulice, by pokazać nam, że chociaż jest ukryty pod postacią Chleba, to wcale nie chce być odległy, czy niedostępny. Chce wchodzić w naszą codzienność, w nasze tęsknoty, w nasz głód „czegoś więcej”, by przemieniać go w głód Tego, Który jest wszystkim, w niesłabnącą tęsknotę za Bogiem.

On oddał życie i każdego dnia składa Ofiarę z Samego Siebie na ołtarzach świata, by to, co w nas umarło mogło znów ożyć. Nowe życie rodzi się przez wiarę, która pozwala rozpoznać w Eucharystii Boga Żywego i przebywać w tej przemieniającej Obecności.

Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie (J 6, 53b).

Kto spożywa Jego Ciało doświadcza w swoim życiu czegoś na wzór rozmnożenia chleba, o którym czytamy w ewangelii. Chrystus nie tylko wypełnia pustkę, nadaje sens, ale przepełnia szczęściem i radością, której nic nie jest w stanie na stałe odebrać. A tęsknota staje się nadzieją na Niebo. Miłość tak przepełnia serce, że człowiek chce obdzielić też innych tymi koszami ułomków, które zbiera w sercu, kiedy Chrystus małe i niedoskonałe pragnienia przemienia w Siebie.

Święty Brat Albert Chmielowski prosił w modlitwie Boga, by mógł być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się, jeśli jest głodny. Bo Miłość chce być rozdawana nawet tym, którzy być może nie wierzą w swój głód.