Numer. 162 (5) 28 lutego 2016

GŁOS MŁODZIEŻY

365 Dni z Miłosierdziem Bożym

Jako dzieci Króla Miłosierdzia, szanujmy Go i bądźmy gotowi wszystko utracić i wszystko wycierpieć, aniżeli Boga obrazić; pragnijmy zjednać dla Niego uwielbienie i miłość wszystkich ludzi, pamiętając, że głównym naszym celem jest pomnożenie chwały Boga; pełnijmy Jego świętą wolę we wszystkim, jak powiedział Zbawiciel: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15).

Trzeba się modlić z ufnością dziecięcą, która nam każe udawać się do Boga jak do Ojca, który nigdy nie odmawia. Jest to dar Ducha Świętego, który cenić mamy i starać się o utrzymanie go. (…) Trzeba zmusić dobroć Bożą do działania, skłonić miłosierdzie Boże do czynnego zajęcia się rozdawaniem łask, prosząc o nie z ufnością; trzeba iść do Boga z nędzami naszymi, gdyż wobec Boga nigdy nie możemy być dosyć pokornymi. Zarazem pamiętajmy, że chociaż grzesznicy, jesteśmy dziećmi Ojca, dlatego uderzajmy w ten tytuł, który się Bogu podoba.

bł. Michał Sopoćko

Cierpienie a Bóg

  1. Dariusz Piórkowski SJ

 

Często szukamy jasnych, prostych i jednoznacznych odpowiedzi na trudne pytania. Ale ich nie znajdujemy. Tak jest również z cierpieniem, o którym jednak Biblia mówi wiele.

Patrząc na krzyż Chrystusa nieuchronnie rodzi się w nas pytanie o obecność i sens cierpienia w życiu. W ostatniej chwili Jezus krzyczy, jak wspomina Ewangelia, woła, że Bóg Go opuścił, że został zupełnie sam. Niektórzy sądzą, że jest to krzyk rozpaczy po doznanej porażce. Klęska. Ale to wołanie Jezusa jest modlitwą, która zbiera w sobie jęk, ból i cierpienie wszystkich ludzi. To nie jest rozpacz, lecz prośba o obecność Boga. W rozpaczy nie widzi się już żadnego wyjścia. Św. Paweł pisze, że Bóg uczynił grzechem tego, który nie zna grzechu. Czyli pozwolił Mu doświadczyć skutków ludzkiego grzechu. (…)

Spójrzmy na nasze życie. Na te wszystkie sytuacje, w których doświadczamy różnego rodzaju cierpienia, bólu, pytań bez odpowiedzi, bezradności. Dotyka nas choroba, która zakłóca nasze dobre samopoczucie. Czujemy się zranieni przez kogoś, kogo kochamy. Nie dajemy sobie rady z naszymi słabościami i grzechami. Nadto dotyka nas cierpienie innych. Dlaczego rodzice zginęli w wypadku, a dzieci zostałe same? Dlaczego nagle przyszła wichura czy powódź i zniszczyła dorobek całego życia? Dlaczego 32 letni mężczyzna umiera na raka? Szukamy przyczyny. Chcemy wiedzieć. Pytamy: Dlaczego nas to spotyka? Jest to tym boleśniejsze, jeśli cierpienie jest niezawinione.

Czasami dopiero w takich sytuacjach pojawia się w nas poważne pytanie o Boga. Dopóki wszystko grało, Bóg jakby nie istniał. Dopiero w doświadczeniu cierpienia Bóg zaczyna się bardziej liczyć. Mamy do Niego pretensje i żal. Niestety, tak to już jest z nami, że kiedy nam się powodzi, to trudniej zauważamy Boga, bo sobie jakoś radzimy. Myślimy, że tak wiele możemy. Kiedy dotyka nas bezradność, nagle wyciągamy do Niego ręce. Często bywa tak, że nagle o wszystko obwiniamy Boga. Albo zaczynamy też szukać winy w sobie. Może to za karę? Może nie ma we mnie już dobra? Co takiego złego zrobiłem, żeby aż tak cierpieć? (…)

Jezus w Ewangelii św. Jana nie przyznaje racji uczniom, którzy pytają: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?” Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże“ (J 9, 2-3). Nie jest tak, że cierpią tylko ci, którzy zgrzeszyli. Bo tak naprawdę wszyscy są grzesznikami. „Czy myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie” (Łk 13, 4-5).

Bóg nie udziela nam jednoznacznej odpowiedzi, dlaczego cierpimy, bo i tak byśmy nie zrozumieli. Po prostu, jest to doświadczenie przeniknięte tajemnicą. Tajemnica jest właśnie taką Bożą sprawą, czymś co nas przekracza. Albo ją przyjmiemy albo będziemy walczyć całe życie z wiatrakami.

Jezus swoim wołaniem na krzyżu nie tyle odpowiada na pytanie „Dlaczego“, ale wskazuje, co robić w takich sytuacjach, aby pogodzić się z cierpieniem. Co jest więc receptą na cierpienie, kiedy czujemy się samotni i niezrozumiani? (…)

Zwrócenie się ze swoim żalem do Boga nie dopuszcza do zamknięcia się w bólu, zamilknięcia, rozpaczy. Krzyczy i spiera się z Bogiem ten, kto wie, że stoi wobec Boga. Posłuchajmy, jaki wzór modlitwy dał nam Bóg w księdze Lamentacji:

„On zniszczył me ciało i skórę, połamał moje kości, osaczył mnie i nagromadził wokół jadu i goryczy; On dla mnie niedźwiedziem na czatach i lwem w kryjówce; sprowadził mnie z drogi i zmiażdżył, porzucił mnie w nędzy; łuk swój napiął i uczynił ze mnie cel dla swej strzały. Starł mi zęby na żwirze, pogrążył mnie w popiół“ (Lm 3, 4-5.10-12.16) Bóg chce, aby Mu przypisywać wszystko, co nas spotyka. Nie boi się naszych oskarżeń ani pretensji. Bo przynajmniej wtedy zdajemy sobie sprawę, że On jest, bierzemy Go pod uwagę. (…)

W Piśmie św. jest jeszcze coś bardziej szokującego. Cierpienie ma wymiar wychowawczy. Postrzegane jest jako coś dobrego dla człowieka, jako przejaw Bożego miłosierdzia. „Znakiem bowiem wielkiego dobrodziejstwa jest to, iż grzesznicy nie są pozostawieni w spokoju przez długi czas, ale że zaraz dosięga ich kara. A więc Bóg nigdy nie cofa od nas swojego miłosierdzia; choć wychowuje przez prześladowania, to jednak nie opuszcza swojego ludu“ (2 Mch 6, 13-16). „Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje” (Hbr 12, 6). Cierpienie oczyszcza i hartuje. (…)

Cierpienie zmusza nas do refleksji. Musimy być bardziej aktywni duchowo. Wygląda na to, że cierpienie jest nam potrzebne, żebyśmy nie posnęli w samozadowoleniu, w egoizmie, w zapatrzeniu w siebie. Często inaczej Bóg do nas dotrzeć nie potrafi.